Opinie: Kto naszym sojusznikiem?

#1
Ze swej strony oprócz problemów związanych z polskim systemem obronnym chciałbym poruszyć tak "modną" dzisiaj kwestię, jaką jest wojna w Iraku i udział w niej polskiego kontyngentu. Swoje przemyślenia na ten temat zawarłem w artykule dostępnym pod adresem: http://www.serwis-militarny.net/opinie/gp.php.

W związku z tym chciałbym poznać Państwa opinie: Czy różnice zdań wewnątrz NATO przed atakiem na Irak były tylko mało znaczącym kryzysem, czy też świadczy to o tym, że drogi USA i Europy rozchodzą się? Jakie powinno być w związku z tym miejsce Polski - przy Ameryce czy przy Unii Europejskiej? I chyba najważniejsze pytanie: Czy postąpiliśmy słusznie popierając USA i wysyłając do Iraku najpierw 200 żołnierzy w marcu i teraz ponad 2000 żołnierzy?

Opinie: Kto naszym sojusznikiem?

#2
Moim zdaniem zajęliśmy już miejsce na geopolitycznej szachownicy. Wysyłając żołnierzy na wojnę do Iraku i tworząc własną strefę podjęliśmy już decyzję, iż jesteśmy z Amerykanami. Moim zdaniem była to słuszna decyzja, ponieważ to USA (a w parze z nią Wielka Brytania i Rosja) są najbardziej liczącymi się mocarstwami. Możemy także odgrywać bardzo korzystną rolę między Europą a Ameryką.
Pozdrawiam
Kuba

Opinie: Kto naszym sojusznikiem?

#5
Charakterystyczna jest droga, jaką w swojej śmiałości przebyły Stany Zjednoczone od czasu "Pustynnej Burzy". Przypomina mi się pierwsze aktywne włączenie się US Air Force w wojnę w Jugosławii. Był to chyba 1994 r. - jednorazowy atak na serbski cel. Wywołał zdecydowany protest Rosji i wstrzymanie dalszych akcji. Później - warto zwrócić uwagę - powracająca sprawa Iraku: ostrzelanie samolotów amerykańskich w strefie zakazu lotów lub kryzysy spowodowane utrudnianiem inspekcji ONZ. Efektem było kilka operacji powietrznych, z których największą była "Desert Fox" (grudzień 1998). Amerykanie zaczęli traktować Irak jako swoją wewnętrzną sprawę. Widać przy tym coraz mniej nieustępliwe stanowisko Rosji - kampania NATO w Kosowie (marzec-czerwiec 1999) i w końcu amerykańska samowola w Iraku (marzec-kwiecień 2003).

Jeśli chodzi o polskich dziennikarzy w Iraku (sposób ich dobierania oraz zasady, na jakich tam przebywają i pracują) nietrudno wywnioskować, że czuć tu cenzurą. W tym przypadku moim zdaniem nie powinno być cenzury, w końcu to nie jest mimo wszystko wojna, gdzie z wiadomych względów niektóre informacje nie powinny być publikowane, by nie dostać się w ręce wroga. A o ewentualnych ofiarach wśród Polaków i tak się dowiemy. Takich informacji cenzura nie da rady wstrzymać.

A II Rzeczpospolita... Nie mam wątpliwości, że zrobiliśmy wtedy źle, więc musiało się to państwo rozpaść.

Opinie: Kto naszym sojusznikiem?

#6
Witam!!
Wydaje mi się że poruszył Pan temat-rzekę, na który dużo można by mówić. A jednak mówi się niewiele, a przynajmniej nie spotkałem się z głębszą analizą tego problemu. Co do politycznych decyzji wysłania polskich żołnierzy do Iraku to nie mam wątpliwości, jest to słuszna droga. Po raz pierwszy od 50 lat polski żołnierz znalazł się bezpośrednio "w ogniu". Doświadczenie bojowe jest tym czynnikiem którego bardzo brakowało naszemu wojsku. Pamiętam jak rozmawiałem z jednym z młodych oficerów WP, którzy szkolili się w Forcie Begin w USA, szkolenie podsumował jednym zdaniem: "instruktorzy którzy nas szkolili posiadali ogromne doświadczenie bojowe, nasi tego nie mają...".
Ale w tej opini bardziej chciałem się skoncentrować na odpowiedzi "Kto naszym sojusznikiem" w zanaczeniu dalekosiężnej strategii państwa polskiego, bowiem wysłanie żołnierzy polskich do Iraku jest już następstwem i realizacją wyznaczonych wcześniej celów.
Zacznę więc od początku. Rok 1990- rozwiązuje się Układ Warszawski. Rok 1991- bardzo ważny szczyt NATO w Brukseli- zostaje zmieniona doktryna obronna- z wysuniętych rubieży obronnych, na doktrynę wysuniętej obecności wojskowej. Rok 1992- polski minister sparw zagranicznych deklaruje wole przystąpienia polski do struktur euroatlantyckich. Rok 1994- Polska uczestniczy w programie "Partnerstwo dla Pokoju". Rok 1999- Polska zostaje pełnoprawnym członkiem NATO. Wnioski:
Do 1990 mieliśmy sojusznika za wschodnią granicą w postaci ZSRR- na jakich warunkach funkcjonował ten "sojusz", każdy wie i nie będę tego komentował. Od 1992 r. Polska deklaruję chęć przystąpinia do NATO. Przyjęty dokument "Polityka bezpiczeństwa i strategia obronna Rzeczypospolitej Polskiej" w tamtym okersie jednoznacznie mówi, iż chwilowo państwo oparte bedzie na samowystarczalności obronnej, aby później stopniowo integrować się z NATO. Co do politycznych aspektów tej decyzji to nie mam większych uwag, poza tym iż politycy pospieszyli ię z taką deklaracją. Lepiej byloby aby to państwa NATO-wskie zaprosiły nas do przystapinia do Sojuszu, a nie odwrotnie. Po drugie chyba nikt nie zastanawiał się do jakiego NATO wchodzimy. Nie ma co kryć główne zgraożenie militarne i obawy to ściana wschodnia. Nie ma już ZSRR, ale jest Rosja, moze troche mniejsza, ale jak zawsze potężna. Przystąpinie Polski do NATO to głównie chęć zabezpieczenia się przed ewentualna agresją z tego kierunku. Ale już w 1992 r. Pakt Północnoatlantycki znacznie ewaulował. Po pierwsze to zmiana doktryny obronnej. Doktryna wysunietych rubieży obronnych oznaczała organizację i utrzymanie pasa obronnego o głebokości 170 km! Doktryna wysunietej obecności wojskowej oznacza interwencję sił sojuszu wysoko mobilnymi, których głównym zadaniem jest "gaszenie ognisk". Szczyt w Brukseli przyjął, iż po rozpadzie ZSRR konflikt na światową skalę jest mało prawdopodobny, i trzeba będzie bardziej koncentrowac się na lokalnych konfliktach zbrojnych- przykład Jugosławi. Podejrzewam jednak, że nasi decydenci nie biorali tego faktu pod uwagę. Nie wsponę już o tzw. "opini publicznej", która ma raczej mgliste pojęcie o sprawach bezpieczeństwa państwa. Co oznacza ta zmiana strategi dla Polski?? NATO po pierwsze nie bedzie inwestować w żaden pas obronny, jak było to w przypadku Niemiec w okresie zimnej wojny. Mało tego, będzie naciskać bardziej na rozbudowę tzw. "sił szybkiego reagowania" niż sił obronnych, co tez się dzieje- w chwili obecnej mamy: 6 BDSz, 25 BKP, 1 Pułk komandosów, GROM, Formozę plus 11 DKP i 12 DZ, które w chodzą w skład sił szybkiego reagowania. Założenia tej strategii zostały odzwierciedlone w programie Partnerstwo dla Pokoju (PdP). WP zaczęlo namiętnie specjaliozwac się w opreracjach pokojowych. Wsponę tutaj że amerykanie bardzo szybko "wyleczyli się " z operacji pokojowych tzn przeprowadzono ocenę zdolości bojowych sił operacyjnych i jednostkom które brały udział w takich operacjach spadła zdolność operacyjna (żołnierze wchodzili w "złe nawyki"-np. ćwiczenia w rozpędzaniu tłumu itp), dlatego podjęto decyzję aby do operacji pokojowych kierować jednostki Gwardii Narodowej, co też uczyniono. W WP natomiast na ćwiczenia w ramach PdP wysyłano podchorążych WSO...

Opinie: Kto naszym sojusznikiem?

#7
Czy Polska właczając się do koalicji przeciwko Saddamowi Hussajnowi postąpiła słusznie, pokaże przyszłość, gdyż ważne jest czy będą z tego nie tylko korzyści poltyczne ale i gospodarcze. Polskie firmy staja przed wielką szansą, a to jak ją wykorzystają będzie zależało od współpracy z amerykańskimi korporacjami i od nich samych. Dobrym sygnałem może być kontrakt radomskiej fabryki broni na kałasznikowy dla Nowej Irackiej Armii. Popierając Amerykę zapewniliśmy sobie jej wdzięczność, jednak nie podoba mi się to, że nasi politycy zawsze popierają decyzje rządu Stanów Zjednoczonych, co często nie jest zbieżne z naszym interesem narodowym. Nasze wojsko zapewne wiele się może od Amerykanów nauczyć, gdyż jest to wojsko nowoczesne, które ma ogromne doświadczenie bojowe, jednak nie wiem czy nasz Sztab Generalny będzie potrafił wykorzystać tylko te elementy, które będą dopasowane do naszych realiów obronnych. Amerykanie niestety nie będą patrzeć na NATO tak jak dawniej, będzie to raczej swoista "skrzynka ze specjalistycznymi narzędziami",z której będą korzystać w miarę potrzeby. Specjalizacja armii nie jest słusznym posunięciem jeśli myślimy o obronie naszego kraju przed agresorem. Nie chciałbym dożyć chwili gdy nasze najlepsze jednostki będą poza granicami kraju w momencie jego realnego zagrożenia, gdyż jednostki, które zostaną w kraju będą zdolne tylko do wycofywania sie z linii frontu(tak jak w 1939). Jeżeli popieramy Amerykę to miejmy coś z tego, ale to my mamy decydować co wykorzystać a nie Amerykanie ustawiać nasze wojsko. Mam nadzieję, że decyzja o poparciu U.S.A okaże się słuszna, szkoda tylko że nie była gruntownie przemyślana.

Opinie: Kto naszym sojusznikiem?

#8
Przepraszam, że opinia ta jest w dwóch częściach, ale musiałem w pewnej chwili przerwać.
Dalsza część to koszta. Dostosowanie do standartów NATO-wskich wymaga i wymagać będzie olbrzymich środków finansowych. Dojście do tzw. kompatybilości to długi proces, od przygotowania całej infrastrukrtury, (lotniska, mosty, drogi), środków walki (np. łączność, amunicja) po logistykę. W razie konfliktu na światową skalę nie wiem czy sojusznicy byliby w stanie nam pomóc z prostych powodów logistycznych (brak lotnis, które byłyby w stanie przyjąć NATO-wskie samoloty transportowe). pozwolę sobie w tym miejscu odesłać potencjanego czytelnika tego tekstu do dwóch pozycji książkowych : Caspara Weinbergera "Następna wojna świtowa" (pozycja bardziej z gatunku politycal-fiction) i opracowania już ściśle merytorycznego "O obronie militarnej Polski przełomu XX-XXI wieku" autorstwa dwóch pułkowników AON J. Marczaka i J.Pawłowskiego.
Nawiązując do tej ostatniej pozycji pozwoolę sobie powtórzyć za autorami, iż polski system wojskowy wymaga znacznego rozbudowania sił Obrony Terytorialnej- i to OT z prawdziwego znaczenia, a nie Brygad, które istnieją w chwili obecnej. Od 1997 r. w Ministerstwie Obrony Narodowej znaleźli się ludzie którzy próbowali przeforsować koncepcję tworzenia nowoczesnej OT (w pamięci była tragiczna powódź). Niestety w miarę upływu czasu koncepcje te coraz bardziej pozostawały w sferze projektów i marzeń. Aż do całkowitego upadku idei powszechnej i nowoczesnej OT- dziś wojska OT bardziej przypominają peerelowską OTK, podlegają Okręgom i są to wyrażnie pododdziały drugiej albo i trzeciej kategorii. Ale o roli i zadaniach OT chciałbym napisać osobną opinię, w tej kwestii jest wiele do powiedzenia. Tyle o kwestiach czysto militarnych przystąpinia polski do sojuszu. Przyznaję że skoncentrowałem się na negatywnych aspektach naszego członkowstwa, ale pozytywne zostały dokładnie opisane przez media. Najwiekszym pozytywnym czynnikiem jest czynnik polityczny i to chyba nie wymaga większego komentarza, chociaż też mam tu jedno ale... . Warto się zastanowić do jakiego NATO Polska weszła- do sojuszu obronnego, czy do układu bezpieczeństwa zbiorowego, bo chyba w tą stronę ewaluuje NATO. Drugi aspekt polityczny to rozbicie wewnątrz NATO i wyraźnie już widoczny podział na państwa pro-amerykańskie (Włochy, Hiszpania, Wielka Brytania) i państwa jak bym je nazwał proeuropejskie (Niemcy, Francja, Dania), czyli czynnik gospodarczy wbija klin między poszczególnymi państwami należącymi do NATO. Rywalizacja między USA a Unią Europejską jest nieunikniona, mamy w chwili obecnej światowy kryzys gospodarczy i jest to chyba widoczne gołym okiem... . Zaryzykuję stwierdzenie, że w ciągu najbliższych lat NATO albo całkowicie się rozpadnie, albo obok NATO powstanie jeszcze jeden Pakt Obronny oczywiście ze Stanami Zjednoczonymi na pierwszym planie. Polscy politycy obrali w dziedzinie polityki zagranicznej bardzą ryzykowną strategię, chcą być mediatorami między Unią a USA, a nie można siedzieć na dwóch stołkach.... . mimio wszystko osobiście jestem zwolennikiem zacieśniania stosunków z USA, korzystniejsze to będzie zarówno w sferze gospodarczej jak i bezpieczeństwa narodowego. Mimo wielu negatywnych zjawisk, ktore wymieniłem wyżej, myślę że długofalowa współpraca z USA przyniesie jednak korzyści, pragnąłbym tylko aby nasi politycy potrafili zachować umiar i dostrzegli szkodliwe aspekty tego sojuszu. Ale moja odpowiedź na postawione pytanie Kto naszym sojusznikiem, jest prosta:
STANY ZJEDNOCZONE.
Dziekuję za uwagę i przepraszam za ewentualne błedy merytoryczne albowiem tekst ten oprałem na informacjach które mam w głowie i nie korzystałem z żadnej ściągi, także jeśli nastąpiły błędy proszę o wyrozumiałość i uwagi.

Opinie: Kto naszym sojusznikiem?

#9
Przystępując do wojny z Irakiem potwierdziliśmy się jako trwali sojusznicy Stanów Zjednoczonych. Nie mam wątpliwości, co do korzyści jakie to nam zapewni w przyszłości, korzyści nie tylko gospodarcze, ale z biegiem lat może nawet militarne. Widmo wojny regularnej z jednym z naszych sąsiadów może w obecnej chwili wydawać się nieco fantastyczne lub wręcz śmieszne, ale sytuacja polityczna jest płynna, a ludzie wciąż potrafią popadać w skrajności. O agresję podejrzewałby najbardziej RFN, obecnie kraj ustabilizowany politycznie, aczkolwiek borykający się ze złą koniukturą i słabnącym wzrostem gospodarczym. Czynniki te wpływają na radykalizację nastrojów politycznych oraz odrodzenie nacjonalizmu, społeczeństwo wówczas nadzieje na poprawę kieruje w stronę przywódców skrajnie nacjonalistycznych. Przypomnę, że analogiczna sytuacja miała miejsce na początku lat trzydziestych w Niemczech, ówczesny rząd Friedricha Eberta nie był w stanie powstrzymać hiperinflacji co sprzyjało lewicowym faszystom. Nie zdziwiłbym się gdyby za 10-15 lat napłynęły roszczenia od strony niemieckiej na utworzenie korytarza eksterytorialnego do miasta Danzig (Gdańsk).
Należy więc pamiętać, że każdy naród niezależnie od przynależności do struktur międzynarodowych czy traktatów ma swoje cele, czego doskonałym przykładem jest samowola USA w Iraku. Tak więc moja odpowiedź na kto naszym sojusznikiem brzmi USA. Żałuje jednak, że tak ważną współpracę z amerykanami podjęliśmy z obecną administracją skupioną wokół prezydenta G. Busha. Nie wiem, dlaczego nikt nie potrafi o tym powiedzieć otwarcie, ale obecny prezydent Stanów Zjednoczonych, dodam, że jest to również pierwszy w historii nielegalny prezydent Stanów Zjednocznych, jest człowiekiem niepoważnym i nieodpowiedzialnym. Jak człowiek, który do 40. roku życia spędzał większość czasu w teksańskich pubach może współdecydować o losie państwa jakim "był" Irak, bo z Iraku niewiele już zostało. Słuchając jego wypowiedzi na żywo (nie redagowane wcześniej) człowiek ten sprawia wrażenie prostaka, a niektóre wypowiedzi narażają go wręcz na śmieszność. Jednak to nie on podejmuje najważniejsze decyzję, twórcami obecnej doktryny politycznej USA są naturalnie żydowskiego pochodzenia politycy Richard Perle i Paul Wolfowitz, to dzięki lobbistom syjonistycznym jak oni, do dziś Stany nie rozwiązały kryzysu Palestyńskiego (stosują tylko pseudo-nacisk na polityków obu stron) i dzięki nim Izrael otrzymuje kilkusetmilionową pomoc finansową, o której pół kongresu nawet nie ma pojęcia. I stąd też niechęć świata arabskiego do poczynań USA...i ich sojuszników.
Jeśli chodzi o nasz kontyngent wojskowy, nie ulega wątpliwości, że wielu żołnierzy poniesie śmierć, ruch partyzancki uznaje tylko okupantów.

Opinie: Kto naszym sojusznikiem?

#10
Pozwole się włączyć do tej dyskusji.
Nie byłbym takim entuzjastą udziału Polski w wojnie z Irakiem.
Jak narazie nie przynosi ona nam żadnej korzyści. Mówi się wiele o korzyściach gospodarczych związanych z odbudową powojenną Iraku-ale przecież ten kraj zaczyna być podobny do Libanu z lat 80. Mówi się też wiele o korzyściach politycznych-a jakie one są?, bo ja nie wiem. Mam poważne wątpliwosci czy Polska jest rzeczywistym partnerem dla USA (40 milionowy kraj nie ma nawet pieniędzy na wysłanie 2000 ludzi do Iraku). Wiele pytań po prostu nie pada-co się stanie jeśli w USA zmieni się administracja i dojdą do władzy ludzie przeciwni interwencji w Iraku? Oczywiście mamy "swoją strefę",ale obawiam się że Polska jest przedmiotem w tej rozgrywce a nie podmiotem. Jesteśmy świadkami bardzo poważnego kryzysu w NATO i w UE. A kto na tym korzysta? Moim zdaniem Rosja. I tu dotykamy kolejnego problemu mianowicie naszej polityki zagranicznej-zwracam uwagę,że Polska znalazła jak za swoich najgorszych czasów w przeciwnym obozie niż Niemcy i Rosja. Przedmiotem poważnej rozwagi powinien być fakt,że przeciwko wojnie w Iraku opowiedziały się właśnie Niemcy i Francja czyli kraje wiodące prym w UE. Od razu zaznaczam,że jestem zwolennikiem sojuszu z USA i nie jestem specjalnym euroentuzjastą,ale polityka zagraniczna powinna być choć troszkę konsekwentna. Złapanie dwóch srok za ogon lezy w granicach ludzkich możliwości pod warunkiem załatwiania się z tymi oboma srokami oddzielnie.
Ciekawostką jest polityka MON -otóż WP zostanie teraz wyposażone w KTO aby brać udział w misjach "stabilizacyjnych"(podobno chodzi o to,że KTO mniej niszczy drogi niż BWP i że jednostki wyposażone w KTO są "lepiej " widziane przez miejscową ludność no i łatwiej je transpotować) Proszę żwrócić uwagę w jakie pojazdy są wyposażone siły stabilizacyjne z USA i Wielkiej Brytanii:)
Na marginesie pragnę zwrócić uwagę że polskie dywizje w 1939 cofały się bo miały taki rozkaz (taki był plan) i,że to wycofywanie im nie wychodziło bo wyprzedzały je niemieckie jednostki szybkie.
pozdrawiam