Foreign Military Sales, czyli kogo Ameryka lubi

#1
Spis państw, które w ostatnich 2 latach otrzymały największą pomoc od Stanów Zjednoczonych na wydatki wojskowe: http://www.peostri.army.mil/BRIEFINGS/A ... BI2003.pdf

Około 80% funduszy z całego programu wędruje do 2 państw: Egiptu (1,3 miliarda dol.) oraz Izraela (2,1 miliarda dol.) każdego roku. W przypadku Izraela dzieją się niezłe cyrki, bo z amerykańskich pieniędzy korzystają izraelskie firmy poprzez transfer nowoczesnych technologii (w efekcie amerykańskie firmy mają poważnego konkurenta na rynkach światowych) oraz zamówienia na sprzęt produkowany w Izraelu (założeniem FMS jest, że amerykańskie pieniądze mają być wydawane w USA!).

Pytanie: co takiego mają do zaoferowania wymienione bliskowschodnie Państwa, że Stany Zjednoczone pompują tam tyle kasy? Jeśli chodzi o Izrael, to mówi się o silnym żydowskim lobby w USA, ale to chyba tylko częściowe tłumaczenie...

Zapraszam do dyskusji.

Foreign Military Sales, czyli kogo Ameryka lubi

#2
cóż, USA muszą pomagać Izraelowi, bo bez tej pomocy istnienie tego państwa było by bardzo zagrożone. A wspieranie Egiptu to chwyt mający na celu odwrócenie uwagi tego państwa od Izraela, tak samo jak w przypadku Jordanii, czy Arabii Saudyjskiej. Chodzi więc tylko o to, aby utrzymywać status quo w tym regionie. USA nie chcą dopuścić, aby jedna strona niewspółmiernie się dozbroiła, i dlatego dozbraja wszystkie państwa regionu(Syrii oczywiście nie). Tak więć, nie chodzi o to, że te państwa mają coś do zaoferowania Amerykanom, ale tylko i wyłącznie o to, że Amerykanom zależy na utrzymaniu niepodległości Izraela, ale i na utrzymywaniu tego regionu w stabilnej sytuacji. Mówiąć prościej, wszyscy dostają zabawki, i wszyscy są szczęśliw, no i nikt nie zyskuje wyraźnej przewagi nad przeciwnikiem.

pozdrawiam

Foreign Military Sales, czyli kogo Ameryka lubi

#4
USA nie ma żadnego interesu żeby zajmowac sie protekcją izraela, która łamie
prawa człowieka oraz prawa międzynarodowe. Ale nie ma się co dziwić, że USA
przekazuje temu krajowi takie fundusze. Stany Zjednoczone ulegaja pod
naciskami i lobbingiem żydowskich syjonistów, którzy opanowali ten kraj.
V-ce prezydentem jest żyd. Żydem jest kontrkandydat Busha z zesżłych
wyborów, który przegrał o 600 głosów. Taki jest ten świat. Wśród żydowskiej
diaspory panuje niechęć do Polski i Polaków (sprowokowana min. przez
Niemców) i odbija się ona w ten sposób na nas.

Foreign Military Sales, czyli kogo Ameryka lubi

#5
Foreign Military Sales jest, jak już zauważono, wspaniałym narzędziem polityki USA. Pomijając kwestię Izraela i Egiptu, proszę zwrócić uwagę, jak doprawdy groszowe kwoty mogą kontrolować (blokować) konkurencję na międzynarodowym rynku broni. Weźmy pod uwagę Polskę. I od razu, żeby ominąć jałową dyskusję o tym, czy coś jest efektem FMS czy innego rodzaju pomocy wojskowej zwracam uwagę, że chodzi raczej o szeroką paletę narzędzi politycznych do tworzenia skutecznej blokady. Warto przyjrzeć się bezpardonowej walce, jaką toczą o Polskę Niemcy z USA.
W dziedzinie transportu samochodowego: przejęcie przez Niemcy fabryki Star (obecnie bodajże MAN Star Truck) było doskonałym posunięciem umożliwiającym wejście na rynek obliczany na kilka tysięcy sztuk pojazdów tego typu. Jednocześnie jest to dobre podłoże do wprowadzenia nowych produktów w innej kategorii (np. opancerzone Dingo). Kiedy Polska testowała Terriery firmy IVECO, Niemcy wprost zalewali nas informacjami o nowościach w tej dziedzinie. Terriery planowano m.in. dla 6 BDSz. Jedno posunięcie USA- przekazanie ponad 400 Hummerów z opcją na kilkaset dalszych (docelowo 6 batalionów) ucina dyskusję. Podnoszona wielokrotnie na forum kwestia logistyki i wysokich kosztów eksploatacji wielu typów maszyn, raczej uniemożliwi wprowadzanie nowych produktów, tym bardziej że IVECO jako platforma sanitarek pozostaje. O ile więc Niemcy nadal mają przewagę wyjściową w dziedzinie samochodów ciężarowych, to na polu średnich samochodów opancerzonych już właściwie polegli.

Bardzo dobrze wygląda sytuacja naszych zachodnich sąsiadów na rynku pojazdów ciężkich i należy tu zwrócić uwagę, że skorzystali tu z doświadczeń USA w tym zakresie. Przekazanie 2 batalionów Leo 2 A4 (które innym krajom są odsprzedawane za setki milionów dolarów) nie było przecież podyktowane interoperacyjnością z Bundeswehrą. Po pierwsze ta interoperacyjność przede wszystkim powinna przejawiać się w systemie dowodzenia, przesyłu danych i kompatybilności systemów łączności (tak to przecież wygląda w całym, zróżnicowanym pod względem uzbrojenia NATO), po drugie wejście 10 BKPanc. w skład 11 Dywizji daje w tym kontekście raczej odwrotny efekt dla tej dywizji. Ale dzięki temu Niemcy uzyskali pewność, że Polska przez jakiś czas zapomni o zakupie nowych PT-91 tym bardziej, że nie są one obecnie priorytetem Sztabu Generalnego WP. Jednoczesne złożenie propozycji w dziedzinie opracowania polsko-niemieckiej platformy przyszłościowego czołgu i amunicji kal. 120 mm, oddało Niemcom dominację na polskim rynku pancernym na długie lata.

Amerykanie jednak m.in. dzięki FMS kontrolują niskim nakładem kosztów inne dziedziny. Proszę zwrócić uwagę, że przekazanie fegat typu Oliver Hazard Perry skutecznie rozłożyło program korwet opartych na niemieckiej technologii MEKO (ostatnio wieści o dalszych losach Gawrona przeplatają się ze znamiennymi informacjami o propozycji przekazania 2 kolejnych fregat amerykańskich).

Rozważane przez Polskę i uważane przez analityków za optymalne, przystąpienie do programu badań i późniejszej koprodukcji samolotów A-400, legło tak napradę w gruzy po podpisaniu umowy o przekazaniu Herculesów. Odkłada to bowiem decyzję o wyborze nowego samolotu na długie lata i nie zwiąże już polskiego przemysłu z projektem A-400.

Dramatyczna walka o wybór samolotu wielozadaniowego dla WLOP ominęła Niemców ze względu na problemy techniczne i wysoką cenę ich wyrobu, ale ten sam mechanizm zadziałał w przypadku Francji i Szwecji/Anglii. Chyba wielu spośród użytkowników forum wyżej ceniła walory Gripena, jednak oferta kredytu (który nie do końca okazał się tak atrakcyjny jak zapowiadano) przesądziła o wyborze F-16. Wybór osłodziły również informacje o dalszej wspólpracy, czyli o programie JSF, polskim programie cybernetycznego wojownika (wtedy właśnie GROM pojechał testować takie amerykańskie systemy na pustyni w Nevadzie) i niby nie związane info o przekazaniu Herculesów i może nawet tankowców powietrznych. Wirtualne obietnice, trochę starego sprzętu i nie do końca atrakcyjny kredyt przesądziły o wyborze, jednocześnie regulując niejasne dla amerykanów stanowisko Polski w sprawie samolotów transportowych.

Drobnym przytarciem nosa był wybór AMV dla polskich sił szybkiego reagowania, choć bez wątpienia akcja promocyjna Piranhy była wspierana przez USA. Tyle, że wóz oferowany Polsce nie był amerykańskim LAV-25 a jego europejskim odpowiednikiem, więc mógł przegrać.

Obecnie ostrą walkę będzie można zauważyć przy wyborze samolotów szkolenia zaawansowanego. Kosmiczna cena T-50 spowodowała, że ostatnio pojawiła się oferta zmodernizowanych myśliwców F-5, bez wątpienia cenowo atrakcyjna w stosunku do produktów Anglii, Włoch, czy do niedawna oferowanego (również w ramach FMS) produktu naszych południowych sąsiadów, kontrolowanych przez większościowy pakiet udziałów Boeinga. Utrata tych udziałów zaowocowała błyskawiczną ofertą właśnie F-5, bo na nic innego USA nie miały czasu, a przetarg zbliża się wielkimi krokami. Jednocześnie kontrolowanie polskiej fabryki silników lotniczych (w której tuż po przejęciu zlikwidowano kiełkującą polską konkurencję w postaci silników K-15) oraz świeże nawiązanie współpracy z PZL Świdnik przy produkcji kompozytowych elementów do F-14, dają Amerykanom dodatkowy atut w przyszłej walce o wybór samolotu szkoleniowego. Wiadomo przecież, że niezwykle ważne w tym przetargu będzie powiązanie programu zakupu z zamówieniami dla polskiego przemysłu.

Podsumowując, jak dotąd symboliczna pomoc wojskowa USA (5 maszyn transportowych, kilkaset Hummerów i 2 fregaty) skutecznie zblokowała potencjalne zamówienia i kooperację Polski w dużych europejskich programach zbrojeniowych. Europejska ofensywa na nasz rynek musi zatem zmienić raptownie swój kierunek i starać się wejść w nisze, w których USA nie ma zbyt wiele do zaoferowania lub z innych względów ma mniejsze szanse. Programy śmigłowców transportowych, system zarządzania polem walki (preferowany jest przecież niemiecki), europejskie samoloty szkolenia zaawansowanego, modernizacja artylerii, system AGS, uzbrojenie strzeleckie, amunicja i dalsza walka o zamówienia polskiej MW prowadzona zapewne pod sztandarem ratowania naszych stoczni- tego należy się spodziewać. Doskonałym sprawdzianem tej tezy będzie rozpoczynający się za kilka dni Międzynarodowy Salon Przemysłu Obronnego w Kielcach na który się osobiście wybieram i polecam wszystkim użytkownikom forum. Znamienny jest fakt, że po raz pierwszy wprowadza się tzw. pawilony narodowe i jedynym takim pawilonem będzie olbrzymi pawilon niemiecki. Bez wątpienia wynika to z innej filozofii prowadzenia biznesu przez USA i zachodnich sąsiadów. Niemcy starają się ugruntować swoją pozycję na polskim rynku przez stałą obecność, oferowanie najnowszych technologii i oferty współpracy w badaniach nad nowymi systemami broni, jedynie tam, gdzie nie widzą szansy na rychłe zamówienia zapieczętowują segmenty rynku darowiznami (Leopardy). Ekonomiści USA wiedzą doskonale, że Polska na nowoczesne uzbrojenie nie ma na razie pieniędzy, dlatego "pieczętują" wszelkie możliwe segmenty którymi są zainteresowani, nie rozdając na prawo i lewo swoich technologii. Jednocześnie w zapasie mają preferencyjne kredyty, którymi przy sile swojej gospodarki mogą rozłożyć każdą konkurencję. Która z tych koncepcji okaże się bardziej skuteczna, czas pokaże.
Warto zwrócić przy tym uwagę na rynek bezpilotowych aparatów latających. Bez wątpienia kraje europejskie, w tym Niemcy zaoferują sprzedaż i kooperację przy budowie tego typu środków. Ostatnia wizyta premiera Belki w USA, połączona z prośbą o przekazanie amerykańskich bsl do patrolowania polskich granic, to posunięcie wywołujące spore zamieszanie. Z jednej strony bowiem zaktywizuje działalność firm europejskich, z drugiej daje dobrą pozycję startową dla amerykańskiego przemysłu w tym segmencie, ale w razie odmowy może wzmocnić pozycję europejskich koncernów. Zapowiada się interesująca rozgrywka, w której nie chodzi przecież o ok. 250 mln PLN, które MON zamierza przeznaczyć na wdrożenie bsl, ale o zdobycie mocnego przyczółka na przyszłościowym rynku.
Dlatego uważam Foreign Military Sales za jedno ze skuteczniejszych narzędzi kontrolowania nie tylko sytuacji politycznej w różnych regionach świata, ale również doskonałego zabezpieczenia interesów amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego.
Pozdrawiam i zapraszam do dyskusji
Norbert Rudaś

Foreign Military Sales, czyli kogo Ameryka lubi

#6
Witaj!
Zgadzam się z puentą, że FMS to skuteczne narzędzie do oddziaływania politycznego i ekonomicznego.

Mam odmienne zdanie, że darowane uzbrojenie (zarówno amerykańskie jak i inych państw) zablokowało nasze kontrakty i zamówienia.
Czy gdybyśmy nie przyjęli norweskich Kobbenów w zamian za wycofanego "Wilka" i "Dzika" byłaby inna alternatywa dla naszych podwodniaków? Moim zdaniem nie, pozostalibyśmy z samotnym "Orłem".

Czy przejęcie używanych (lecz zmodernizowanych) C-130 zblokowało Polski udział w programie A400 czy innych przedsięwzięciach?
Moim zdaniem nie, dzięki pozyskanym tym sposobem samolotom uzyskaliśmy maszyny cięższej kategorii transportowej, tak potrzebnej WP w zabezpieczeniu coraz liczniejszych misji zagranicznych. Udział w programie A400 był i jest nierealny (finanse), nawet 2 sztuki są po za naszym zasięgiem. Pewną alternatywą jest stworzenie ponadnarodowej jednostki transportowej NATO, jednak wobec istniejących bieżących potrzeb zbyt odległa czasowo.

Przejęcie dwóch jednostek klasy fregata wynikało raczej z zobowiązania Polski wobec NATO z uczestniczeniem naszego okrętu w ramach stałego zespołu NATO na Atlantyku, a nie tylko że je chciano nam dać. Nie jestem pewny czy korwety to okręty odpowiednie do takiego zespołu. Tak w ogóle to czy nie lepiej zamiast korwet opracować małe okręty uniwersalne (modułowe)?

Przejęcie Leo-2 i wyposażenia transportowego(faktycznie zbędny i kłopotliwy) dla jednej brygady to skok jakościowy naszych wojsk ciężkich. Produkcja PT-91, czy chociaż modernizacja T-72 do tego modelu nie ma już sensu. Jest to maszyna reprezentująca poziom początku lat 80-tych.

Chyba nikt nie neguje przejęcia niemieckich Mig-29, sprzęt kompatybilny(są pewne zmiany wprowadzone przez poprzedniego użytkownika) i jakże potrzebny.

Czy wybór F-16 był słuszny? Moim zdaniem tak. Był korzystniejszy także ekonomicznie bo tak naprawdę to od nas i naszej determinacji w dużej mierze zależy realizacja zawartych umów offsetowych a nie tylko od amerykanów. Tak w ogóle to należę do tych co bardziej cenią wybrany F-16 od Grippena.

Hummer to dzięki gabarytom i osiągom doskonała platforma pod wyposażenie i uzbrojenie. Czy wprowadzilibysmy inny odpowiedni pojazd w takiej ilości w tak krótkim czasie? Z pewnością nie.

Ogólnie nie demonizowałbym roli USA w przejmowaniu polskiego rynku zbrojeniowego. W większości uzyskany sprzęt jest niezbędny dla WP i nie mający szans na wejście do wyposażenia w ramach normalnych zakupów (brak finansów). Nie zapominajmy, że tak duże kontrakty jak KTO czy ppk nie zostały ulokowane w fabrykach za oceanem.

Foreign Military Sales, czyli kogo Ameryka lubi

#7
Witam
To, że Egipt dostaje pieniądze od USA wynika z porozumienia w Camp David (haracz za "nieatakowanie Izraela" i z niczego więcej. Z jakiego powdu dostaje Izrael-wiadomo.............
Generalnie państwa utrzymujące bliskie stosunki polityczno-wojskowe z USA można podzielić na trzy grupy
-tych co dostają kasę za pochodzenie etniczne (Izrael) i tych co dostają kase za siedzenie w spokoju (Egipt)
-zwykłych sojuszników USA, którzy mają korzyści i umieją z Amerykanami rozmawiać (Wielka Brytania, Turacja a nawet taka Bułgaria dostała za Irak pół miliarda $)
-śmiesznych wiernopoddańczo-klakierskich samowasalizujących się frajerów-czyli nas i kilka krajów ameryki łacińskiej
pozdrawiam